Cześć! Nazywam się Melody, i postaram się opowiedzieć moją historię, ale może najpierw opowiem coś o sobie. Mam brązowe, prawie czrne włosy, bez odrobiny połysku. Moje oczy są zgniłozielone i w ogóle brzydkie... No cóż w każdym razie ja tak uważam. Moja przyjaciółka mówi, że mam niską samoocenę... Ja po prostu stwierdzam fakt! Jeszcze nikt w szkole nie powiedział mi, że są ładne, przeprzaszam - normalne. Do tej pory słyszałam tylko np. "Skunks opryskał ci twarz i kolor na oczach został? " Tak hahaha, bardzo śmieszne. OK myślę, że możemy zaczynać.
Obudziłam się o szóstej pięćdziesiąt i leżałam w łóżku. Nagle zerwałam się i szybko zaczęłam się ubierać. Czemu? Oświeciło mnie, że mam lekcję na siódmą piętnaście! Pomyślałam żeby nie jeść śniadania, na pewno jeszcze w busie Kelly mnie poratuje. No, ale nie ma ludzi nie omylnych. Kelly nie było na przystanku. Głodna, nieuczesana (miałam szczotkę w torbie), zmęczona i na pół nieprzytomna wsiadłam do busa. Z nudów wyjęłam MP3 i słuchałam Drowning Pool - Let The Bodies Hit The Floor. Już z daleka zobaczyłam budynek szkoły i ku mojej radości - Kelly! Podbiegła do mnie z torbą w ręku i wręczyła mi ją. Otworzyłam Pakunek i zobaczyłam... Kanapkę z serem żółtym i ketchupem!!!
- Twoje ulubione, pomyślałam, że znowu nic nie jadłaś... - powiedziała z uśmiechem.
- Dziękuję! - Uściskałam ją
- Nie ma za co. Lećmy na lekcje bo Pani Stanley znowu wpisze ci uwagę.
- Masz rację, jak zwykle - powiedziałam kierując się do klasy.
- Byłabym zapomniała. Niedawno spotkałam Rachel - jej twarz jakby skamieniała - kazała ci powiedzieć, że nie zaprasza tylko ciebie na tą sesję.
- To było pewne - uśmiech zniknął z mojej twarzy - i tak bym nie pszyszła.
Następnie zadzwonił dzwonek. Wszyscy zaczęli się pakować do klas. My również. Lekcje jakoś szybko minęły. Niestety Kelly musiała szybko wracać do domu żeby pomóc jej mamie. W drodze spotkałam Rachel.
- Siema frajerko! - powiedziała z jej "ironicznym" uśmieszkiem.
- Siema łysa małpo - zripostowałam.
- Żal mi cię.
- Tylko na tyle cię stać? - skrzyżowałam ręce na piersiach
- Nie, biorąc pod uwagę ilość twoich znajomych na Facebooku, mam kilka ripost.
- Może i mam "tylko" trzydziestu pięciu znajomch, ale wszstkich realnych. A teraz wbacz, mam dużo innych zajęć, nie muszę tu stać. - poczym obróciłam się na pięcie i odeszłam. Wyjęłam mojego sidekicka i napisałam do Kelly:
MELLY : Pójdziesz jutro ze mną do Go Sport? Muszę kupić sobie nowe buty.
KELL : OK. O pierwszej pod Subway?
MELLY : OK. Do jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz