O dwunastej trzydzieści byłam już pod sklepem. Mogłam po prostu wejść i zacząć kupować sama, ale wolałam poczekać. Zauważyłam zbliżającą się postać. "O nie, ta dziwaczka Kim!" - pomyślałam. Miałam rację. Podeszła do mnie i powiedziała :
- Cześć. Co tu robisz?
- Co TY tu robisz?
- Nie rozumiem... Myślałam, że jesteśmy kumpelami...
- Co!? Nigdy się do ciebie nawet nie odzywałam!
- Nie denerwuj się! Przyszłam tu żeby ci przekazać coś od Kelly!
- Ona cię poprosiła!? Na pewno nie! Zadzwoniłaby do mnie!
- Posłuchaj! Nie zadzwoniła bo ma szlaban! Mama skonfiskowała jej telefon. Nie może wychodzić nigdzie poza szkołą przez najbliższy tydzień.
- No dobra. A stoisz tu jeszcze bo...?
- Też chcę coś obejrzeć.
- O Matko! No... OK...
Ona tylko oglądała, ja kupiłam sobie czarno - czerwone Pumy. Później ona poszła, a ja wstąpiłam do kafejki internetowej i zamówiłam Conversy w kolorze mięty. Przyślą je za tydzień. Eh mama znów bęzie zła, że robię zakupy jej kartą... No cóż, w każdym razie Conversy i Pumy są warte swojej ceny. Kiedy wracałam do domu znowu wpadłam na Kim. Zachowwała się dziwnie, tak jakby przed czymś uciekała. Próbowałam dowiedzieć się, o co chodzi, ale ona odpowiadała tylko, że mam uciekać bo mnie dorwie... Cały czas pytałam się kto, ale mówiła ciągle to samo. W końcu pobiegła, a moim oczom ukazała się nieznana dziewczyna, która miała potargane włosy.
- Jesteś znajomą Kim? - warknęła
- T... tak... - jąkałam się. Ona wyglądała na niebezpieczną...
- Znajomi Kim są moimi... WROGAMI!!!! - dziewczyna wydarła się, złapała mnie za włosy i zaciągnęła do ciemnej bramy. Darłam się w niebogłosy, ale cały świat jakby opustoszał. Zamknęłam oczy i czekałam na mój koniec... Ale zamiast własnego, nieopanowanego, rozdzierającego krzyku usłyszałam głuche tąpnięcie upadającego ciała. Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Wilka. Wielkiego, srebrnoszarego wilka, który przemienił się w May z mojej klasy. Zatkało mnie. Podniosłam się, wzięłam torbę, uściskałam May (ona sama była chyba tym zdziwiona) i trochę chwiejnym krokiem ruszyłam do domu. Kiedy przyszłam, nie słyszałam nawet tego co mówi do mnie mama. Poszłam do pokoju i wyjęłam telefon. napisałam do Kelly:
MELLY : Żałuj, że cię nie było, prawdziwa walka wilkołaków.KELL : Wierzę, też biłabym się o Pumy, Fils, Nike i.t.d w promocji :)
Nie starałam się, żeby zrozumiała.
Ciąg dalszy nastąpi ♥
Kocham twoje opowiadania!
OdpowiedzUsuń